 |
Witajcie!
Zostałam niedawno poproszona przez moją znajomą Elę Lesińską o napisanie tego artykułu o operacji urostomijnej metodą brickera. Spróbuję się tego podjąć, choć uprzedzam, że wcale nie będzie to łatwe zadanie, więc proszę o wyrozumiałość za wszelkie niedociągnięcia. W artykule korzystać będę z broszury informacyjnej na temat urostomii wydanej przez convatec, dostarczonej mi od dziewczyny o pseudonimie: Remedios44 zarejestrowanej na forum o stomii (www.stomia.info.pl). A także z własnych doświadczeń zdobytych przed, w trakcie i po operacji brickera.
Na początek trochę historii i fachowych konkretów.
Metoda brickera na szeroką skalę została wprowadzona przez samego Brickera w roku 1950. Bricker to po prostu ponadpęcherzowe odprowadzanie moczu przy wykorzystaniu fragmentu jelita cienkiego jako wstawki.
Przed samą operacją przygotowuje się pacjenta. Konieczne jest oczyszczenie przewodu pokarmowego, szczególnie jelit, które będą wykorzystane do wyżej wspomnianej wstawki. Podaje się zwykle leki odkażające i środki na przeczyszczenie. Trzeba było wypić specjalną miksturę, która wyglądała jak woda, nie miała wyraźnego zapachu, a smakowała podle - taka domieszka soli i czegoś jeszcze. Na samo wspomnienie robi mi się mdło i ciarki przebiegają po plecach. Podaje się też środki zapobiegające zakrzepom. Czy ja miałam podane? pewnie tak, choć tego nie pamiętam.
Przed operacją wyznacza się na skórze pacjenta jak najdogodniejsze miejsce do wyłonienia przyszłej przetoki moczowo-skórnej, zwanej w skrócie urostomią. Miejsce wyznaczenia urostomii musi być widoczne dla pacjenta i łatwo dostępne przy późniejszej pielęgnacji, również jest brane pod uwagę umiejscowienie urostomii. Przeważnie robi się ją na prawo od pępka w bok, w kierunku miednicy. Przy wyznaczaniu trzeba też sprawdzić, czy nie ma wcześniejszych fałd, blizn i nierówności skóry, czy nagłych spadów brzucha, bo wtedy nie będzie dobrego przyczepu płytki i mocz ciągle będzie podciekać, powodując "awarię".
Po nakreśleniu mi pisakiem miejsca dogodnego na wyłonienie urostomii, zostałam spryskana chyba środkiem odkażającym i zawiązana, żeby nie powiedzieć zmumifikowana ;), materiałem, jakiego używa się na bloku operacyjnym, i przytrzymana taśmami. Potem już dostałam lek uspokajająco-ogłupiający zwany głupim Jasiem, zdjęłam zegarek i biżuterię, przebrano mnie w "ubranko" - koszula z rozcięciem. I pojechałam na blok operacyjny.
Większość pacjentów, którym tworzy się brickera, z racji rozległości i skomplikowania samej operacji, przynajmniej jedną do dwóch dób po operacji spędza na oddziale intensywnej opieki medycznej. Pomijam inne schorzenia pacjenta - jeśli takie występują - wiek itp.
Gdy już wrócimy na oddział urologiczny i będziemy bardziej świadomi, zobaczymy wokół siebie i w sobie masę kabelków, radzę się jednak nimi nie przerażać. Jest to standard przy takich operacjach. Pierwszym, jaki widzimy, jest wkłucie, które - jeśli dobrze pamiętam - jest centralne, żeby zaoszczędzić pacjentowi wenflonów. U mnie było ono wprowadzone po prawej stronie szyi. Podawane są przez nie kroplówki, lekarstwa i żywienie pozajelitowe, o tym jednak później. W sobie zauważymy cewniczki moczowodowe - wyglądają jak takie małe druciki często spotykane w częściach elektronicznych ;), cewniki zwykłe, a także dreny. Cewniczków moczowodowych miałam dwa, 5 drenów w różnych miejscach, dren i cewnik wyprowadzony urostomią i dwa po bokach podbrzusza.
Po operacji lekarze zwracają baczną uwagę na diurezę w obu pozostawionych nerkach (innymi słowy kontrola wydzielania ilości moczu na dobę przez nerki). Zapisuje się, ile moczu zleciało każdym drenem do każdego woreczka, a na początku było ich dużo. Wiele pacjentów radośnie potem odlicza odcięcie każdego worka, każdego drenu i innych "kabelków".
Lekarze też starają się zapewnić prawidłową perystaltykę jelit. Początkowo stosuje się przez ok. 48 godz. odżywianie pozajelitowe. A następnie stopniowo przechodzi się na odżywianie doustne. Pamiętam do dziś te woreczki z papką przypominającą budyń waniliowy, ledwo skończył się jeden, podłączali następny.
Dobrze, że wkłucie w szyi miało dwa wejścia, bo dochodziły jeszcze kroplówki i zastrzyki o określonej godzinie. Oczywiście nie obywało się bez kontroli krwi, przynajmniej raz dziennie wkłuwano się, by pobrać krew. U mnie było to kłopotliwe, bo z powodu porażenia mózgowego, można było wykorzystywać do zabiegów jedną, prawą mniej uszkodzoną rękę. Jak było coś nie tak, pobierano kolejną porcję krwi. Oczywiście kontrolowano temperaturę ciała. W początkowym okresie zdarzają się wysokie temperatury i jest to normalne. Ja sama jednak miałam problemy z temperaturą również po wyjściu ze szpitala. Unormowało się dopiero tydzień po wypisaniu.
Powikłania pooperacyjne występują rzadko. Należą do nich: niedrożność porażenna, niedrożność mechaniczna, przetoki moczowe, przetoki jelitowe, zaburzenia wodno-elektrolitowe. Powikłania późne mogą polegać na pojawieniu się przepukliny okołostomijnej, zwężenia wstawki w miejscu jej zespolenia ze skórą, z następową rozszerzenia pętli, wydłużeniu wstawki, wypadaniu przez otwór stomijny obwodowego odcinka wstawki, zwężeniu zespolenia moczowodo-jelitowego. Problemem mogą być również zmiany zapalne skóry spowodowane uczuleniem na składniki sprzętu urostomijnego lub niewłaściwym jego stosowaniem. U części chorych mogą tworzyć się kamienie nerkowe (5-10%), niekiedy może dojść do postępującego uszkodzenia nerek.
Hmm, u mnie poza wysoką gorączką, uporczywymi wymiotami, małymi atakami padaczki, poszerzenia czegoś tam w nerkach (niestety do dziś nie wiem, co to było), było w miarę ok. Wyszłam co prawda z lekką gorączką, ale po tygodniu minęło i było już dobrze. Pojawiałam się rzecz jasna w klinice, a to na kontrolę, a to gdy coś się działo albo też po zwykłe wnioski na sprzęt. Pamiętam tylko, że dwa tygodnie po wypisaniu ze szpitala (leżałam miesiąc), zrobił mi się po prawej stronie urostomii ziarniak - lecz siostra stomijna zaraz go wycięła, przypaliła i już było ok. Na początku też zdarzały się odparzenia itp. sprawy, ale już jest normalnie. Miałam też problem po włożeniu palca w urostomię (polecenie młodszej siostry stomijnej), ale już nie pobolewa, więc też jest dobrze. Spróbuję teraz sporządzić zestaw najczęstszych pytań, które zadawali mi inni ludzie, mający od niedawna brickera albo przygotowujących się do tej operacji i odpowiedzi na nie.
Czy są jakieś utrudnienia związane z brickerem?
Raczej nie, na początek trudność może sprawić sama "obsługa" sprzętu urostmijnego i pielęgnacja samej urostomii. Jednak w miarę dochodzenia do wprawy, to nie sprawia żadnego kłopotu.
Jak długo się trzyma płytka i co ile dni trzeba zmieniać? (sprzęt urostomijny)
To raczej zależy od skóry pacjenta, standardowo co parę dni, bywają jednak przypadki, że płytka dwuczęściowa trzyma się do tygodnia. Sprzęt jednoczęściowy przeważnie trzyma się do 3 dni. Oczywiście sprawa jest dostosowywana indywidualnie, zależnie od potrzeb. Czasem pacjenci mogą pozwolić sobie na noszenie dłuższe, a czasem muszą je zmieniać co parę godzin. Ja sama staram się wytrzymać do 5 dni maksymalnie, bo potem istnieje już ryzyko wpadki (podciekanie, odklejenie się płytki - używam systemu dwuczęściowego). Oczywiście, częściej mi się zdarza wymieniać płytki latem i wiosną, gdy skóra bardziej się poci.
Jakie mogą być powikłania po operacji brickera?
Tak jak pisałam wyżej na podstawie książeczki convatecu: niedrożność porażenna, niedrożność mechaniczna, wszelkie nieplanowane przetoki, zaburzenia elektrolitowe. W późniejszym okresie przepukliny okołostomijne, zwężenia łączące wstawkę jelitową z urostomią, wypadnie urostomii, wciągnięcie jej do brzucha, zwężenia zespolenia moczowodowo-jelitowego i wszelkie zapalenia skórne.
Ja sama na szczęście nie miałam żadnego z tych powikłań i oby tak dalej. Wśród znanych mi stomików, tylko jednej osobie zwęziła się urostomia, wiem że lekarze temu zaradzili bez operacji.
Czy można sobie coś zrobić (uszkodzić) urostomię, np. przy upadku?
Nie słyszałam o tym, by przy upadku można było uszkodzić urostomię, sama też nie miałam takiego zdarzenia. Jednak muszę przyznać, że odkąd mam urosotmię, bardzo uważam na miejsce jej wyłonienia.
Jak pobierać mocz do analizy, mając urostomię?
Szczerze mówiąc, nie wiem. Radzę sobie w taki sposób: rano, gdy wiem, że mam zanieść mocz na badanie, zakładam zupełnie nowy woreczek i przez niego wpuszczam mocz. Słyszałam też o włożeniu do urostomii cewnika i pobrania moczu. Myślę, że ten drugi sposób jest lepszy (jałowość cewnika). Jednak najlepiej spytać lekarza lub siostrę stomijną
Czy mając urostomię można chodzić na basen, kąpać się...?
Czytałam w sieci (strona Eli Lesińskiej www.stomia.info.pl), że można, we własnym domu z woreczkiem lub bez. Ja biorę tylko prysznic, a potem od razu muszę zmienić sprzęt, bo nie przylepia się już do skóry i trzeba założyć świeży. Nie ukrywam, że się trochę obawiam "moczyć się" w wodzie, nieważne czy to w wannie, czy w jeziorze. Myślę, że także warto zapytać o to lekarza lub siostrę stomijną albo zaprzyjaźnionych stomików. Możliwe, że mają w tej materii duże doświadczenie.
Co zrobić by unikać zakażeń?
Hmm, osobiście nic nie stosuję, chociaż pewnie standardowo co jakiś czas powinnam łykać furaginum. Nie wiem niestety, a lekarza jeszcze nie pytałam, gdyż nic takiego się nie dzieje, co by sugerowało, że coś złego się dzieje w organizmie. Myślę, że pomocne mogą być doświadczenia innych, ale przede wszystkim trzeba pytać lekarza.
Jak radzić sobie z podrażnieniami skóry?
Raz, gdy miałam takie problemy (na początku, gdy jeszcze nie miałam brickera, a lekarze próbowali mi pomóc), siostra stomijna zleciła mi krem przeciwoparzeniowy firmy coloplast (tej firmy sprzętu używam). Radzę się poradzić lekarza lub siostry, a także zajrzeć na stronę www.stomia.info.pl - jest ona kopalnią informacji.
Co zrobić by wstawka jelitowa się tak bardzo nie śluzowała? Czy to jest złe?
Hmm, zakwaszać chyba tylko, tak mi przynajmniej radzili na oddziale. Łykać witaminę C, pić dużo płynów. Czy coś więcej? nie wiem. Ja poza witaminą C nie używam żadnych specyfików. Kiedyś, gdy próbnie miałam i pęcherz i próbną urostomię, zalecono mi przyjmowanie ACC. Teraz tylko witaminka C i nic więcej, zresztą nie śluzuje mi się jakoś strasznie, gorzej było kiedyś.
Nikt mi nie mówił, że jest to jakaś tragedia, wręcz normalnie uprzedzali, że jako iż jest to stworzone z jelita (wstawka), to ma prawo się śluzować i jest to całkiem normalne. Po prostu mam się nie przejmować i tyle. Nic się złego nie dzieje, więc specjalnej uwagi na to nie zwracam.
Kończąc pracę, chciałam powiedzieć, że sama jestem bardzo zadowolona z tej metody operacji i cieszę się życiem bez bólu, jaki miałam wcześniej. Nie przeszkadza mi to, że mam jakiś tam worek z płytką na brzuchu. Po prostu normalnie z tym żyję, wdzięczna lekarzom, że mi zrobili operację właśnie tą metodą. I chcę dać nadzieję potencjalnym pacjentom: Nie bójcie się urostomii i tego, co w początkowym okresie po operacji was czeka (te wszystkie cewniki, dreny itp.), potem jest już tylko lepiej.
Marysia Czajkowska - Majka
http://www.icpnet.pl/~majka/
28 lutego 2006 r.
|
 |
|
 |