Stomia i j-pouch - Moja historia z j-pouchem
Informacje na temat stomii oraz j-pouchaObrazek tytułowy

Moja historia

Ja i j-pouch

Część 2: Jak uszyto mi zbiornik?

Przejdź do części 1: Jak doszło do wyłonienia stomii?


W szpitalu, po operacji usunięcia jelita grubego w maju 2000 r., powiedziano mi, że mam szansę na przywrócenie ciągłości przewodu pokarmowego i usunięcie stomii. Miałam pozostawioną część odbytnicy i zwieracze (to znaczy wykonano tzw. kolektomię metodą Hartmanna). Leczenie miało polegać na wygojeniu tej resztki odbytnicy i miało trwać od kilku miesięcy do około roku. Muszę przyznać, że nikt mi niczego nie obiecywał, mówiono tylko o szansach. I tak to był wielki sukces lekarzy, że wyciągnęli mnie z tego. Mogłam była tego nie przeżyć. Ale ja chwyciłam się tej myśli o możliwości odwrócenia stanu rzeczy i przystąpiłam do leczenia.

Leczenie polegało na przyjmowaniu leków i wykonywaniu wlewek doodbytniczych kilka razy w tygodniu. Co jakiś czas miałam robione rektoskopie w celu sprawdzenia stanu śluzówki odbytnicy. Trwało to około roku i faktycznie przyniosło poprawę. Wydawało się, że odbytnica została wyleczona i że można myśleć o przywróceniu ciągłości. Do przywrócenia ciągłości miała zostać wykorzystana ta resztka wyleczonego jelita.

Niestety, wkrótce okazało się, ze stan zapalny powrócił. Pojawiło się niewielkie krwawienie. Było jasne, że nie można wykonać operacji. Decyzja: leczymy dalej, ale szanse na zespolenie wyraźnie zmalały. Jeśli stan zapalny powrócił, nie ma żadnej gwarancji, że ta część jelita będzie kiedykolwiek pracować prawidłowo.

Przez cały czas jednak szperałam po internecie i uczyłam się coraz więcej o swojej chorobie, ale i o możliwościach leczenia. Znalazłam miejsca, gdzie osoby mające podobne dolegliwości wymieniają się doświadczeniami i zaczęłam się temu przyglądać. Czytałam historie innych osób i opisy ich problemów i doświadczeń. Gdzieś tam, na tych zagranicznych stronach dowiedziałam się o tzw. j-pouchu, to znaczy wewnętrznym zbiorniku jelitowym, który zastępuje jelito grube, a który wykonuje się z jelita cienkiego.

Początkowo nie rozumiałam za bardzo o co chodzi, kiedy można zrobić taką operację, czy ja bym się kwalifikowała, czy to byłoby dla mnie dobre, a przede wszystkim nie wiedziałam, czy takie operacje robi się w Polsce.

Lekarze, których pytałam, proponowali jednak podtrzymanie leczenia odbytnicy i wstrzymanie się z decyzją o operacji. Zaproponowano mi jeszcze zabieg koagulacji śluzówki odbytnicy, która jednak przyniosła tylko krótkotrwały efekt. Tak więc czas leciał, a mimo stosowania różnych sposobów leczenia, poprawy wielkiej nie było.

Któregoś dnia znalazłam w internecie informację, że istnieje książka pod tytułem „Zbiorniki jelitowe w chirurgicznym leczeniu chorób jelita grubego” napisana przez dra Piotra Krokowicza. Zaczęłam szukać. Książkę znalazłam w bibliotece Akademii Medycznej, a o doktorze Krokowiczu dowiedziałam się, że pracuje w Klinice Chirurgii w Poznaniu.

Przeczytałam książkę, udałam się na konsultację do Poznania i dowiedziałam się, że operację można u mnie wykonać, że wykonanie zbiornika oznacza także usunięcie tej pozostałości odbytnicy i zespolenie zbiornika tuż powyżej zwieraczy. Usunięcie odbytnicy jest zresztą i tak wskazane, bo choroba nie zostawiłaby jej w spokoju, a rozwój choroby nawet w tym małym odcinku mógłby być groźny.

Teraz tylko trzeba się było na coś zdecydować. Decyzja wcale nie była oczywista. Radziłam się kilku renomowanych lekarzy i nie byli oni jednomyślni. Generalnie pytanie brzmiało, czy próbować dalej leczyć odbytnicę i ewentualnie liczyć na to, że pojawią się nowe metody leczenia lub nowe farmaceutyki, czy też usunąć ją, uszyć zbiornik z jelita cienkiego i w ten sposób zlikwidować stomię już teraz. To drugie rozwiązanie było zachęcające, ale radykalne.

Zastanawiałam się tak 2 lub 3 miesiące i gdzieś na początku 2002 roku podjęłam decyzję o operacji. Przede wszystkim dowiedziałam się, że zespół poznańskiej kliniki ma ogromne doświadczenie w wykonywaniu tego typu operacji, więc mogłam mu zaufać. Poza tym posiadacze zbiorników, z którymi stykałam się w internecie, byli w większości zadowoleni z tego rozwiązania.

Oczywiście wiedziałam, że mogą pojawić się także trudności lub powikłania (one zawsze mogą się pojawić). Zdarza się czasami, że coś nie działa, że nie każdy się przystosowuje do tego zbiornika, bywa, że zbiornik także ulega zapaleniom. Ale statystycznie rzecz biorąc, w większości przypadków to rozwiązanie kończy się powodzeniem, więc dlaczego by nie zaryzykować.

W maju udałam się na pierwszą operację wykonania zbiornika. W trakcie tej operacji wykorzystuje się końcową część jelita cienkiego, z którego formuje się zbiornik. Zbiornik zespala się z odbytem, a jelito cienkie powyżej zbiornika wyprowadza się przez powłoki brzucha w postaci stomii. Jest to tak zwana stomia pętlowa (loop ileostomy) lub dwulufowa. Stomię tę wykonuje się dlatego, że zbiornik nie powinien od razu zaczynać pracować. Daje mu się kilka miesięcy na wygojenie. Trzeba przyznać, że ta stomia pętlowa jest trudniejsza do pielęgnacji, ponieważ jest płaska i łatwiej o podciekanie, ale to wszystko da się wytrzymać.

Zdarza się, że taką operację wytworzenia zbiornika wykonuje się jednocześnie z usunięciem jelita grubego. Wówczas pacjent przechodzi w sumie tylko dwie operacje, a nie trzy, tak jak ja. U mnie niestety nie było takiej możliwości, bo pierwszą operację miałam wykonaną w trybie pilnym (w maju 2000 r.), byłam wycieńczona i nieprzygotowana do zabiegu. Zbiornik można byłoby zrobić, gdyby zaplanowano taką operację.

Moja operacja wytworzenia zbiornika odbyła się 27 maja 2002 r. Operował mnie kierownik Kliniki Chirurgii, profesor Michał Drews. Po operacji bardzo szybko doszłam do siebie. Wstałam z łóżka po dwóch dniach. Trochę niepokoił mnie stan zwieraczy po tej operacji, bo poczułam, że są słabsze, ale okazało się, że to normalne zjawisko. Wkrótce ich sprawność wróciła do normy. Niemniej jednak starałam się wykonywać ćwiczenia wzmacniające siłę zwieraczy, polegające na zaciskaniu i puszczaniu mięśni (zaciśnij, licz do 10, puść, licz do 10 i tak 10 razy i kilka takich serii dziennie - ja nie byłam tak systematyczna).

Po operacji przez jakiś czas w brzuchu zostaje dren, przez który wydostaje się ciecz z brzucha, a w cewce moczowej cewnik. Mnie akurat cewnik szybko sam wypadł, a dren miałam przez kilka dni. No i miałam nową stomię, trochę większą od tej starej, która jednak z czasem się zmniejszyła. Nowa stomia była w tym samym miejscu co stara.

W sierpniu wróciłam do pracy. Pewnie byłabym w stanie wrócić wcześniej, ale przytrafiła mi się po drodze inna dolegliwość, która trochę mi dała w kość (cysta jajnika). Zbiornik natomiast się goił i czekałam tylko na następną operację. Zdarzało się, że niewielkie ilości treści jelitowej przedostawały się przez stomię do końcowej części przewodu, to znaczy do zbiornika i były wydalane swoją naturalną drogą, tzn. przez odbyt. To też jest normalne zjawisko.

Drugą operację miałam 7 listopada 2002 r. Także przeszłam ją w klinice poznańskiej. Polegała ona na zamknięciu stomii. To był już znacznie mniej inwazyjny zabieg. W miejscu stomii nacięto mi skórę, zszyto jelito, które było wyprowadzone w postaci stomii i zaszyto brzuch. Została mi druga blizna, tym razem krótka - coś koło 7 cm. Na nogi wstałam już następnego dnia po zabiegu. Tym razem nie miałam już żadnych drenów ani cewników.

To co mi najbardziej dokuczało po obu tych operacjach, to nudności. Nie wiem, z czego to wynika, czy z reakcji na narkozę, czy funkcji przewodu pokarmowego, ale przez 2-3 dni nie czułam się rewelacyjnie. No i w dodatku nie dostawałam jeść (niestety to tak musi być), a w związku z tym ze zbiornika wydobywała mi się tylko ciecz. Natomiast gdy tylko zaczęłam jeść ryż, a później powoli inne pokarmy, praca zbiornika zaczęła się normować. Początkowo miałam różne niezbyt przyjemne doznania w tamtej okolicy, jakieś przelewanie, pobolewanie, ni to skurcze, ni to parcie. Ale wkrótce wszystko zaczęło się uspokajać. Ze szpitala wyszłam 8 dni po operacji.

Teraz tylko muszę sobie narzucić dyscyplinę w sprawie diety. W trzy tygodnie po operacji wypróżniam się 5-6 razy dziennie (głównie po południu i wieczorem) i 2-3 razy w nocy. To nocne wstawanie to niestety kara za łakomstwo. Nie wiem jeszcze, o której powinnam jeść ostatni posiłek, ale wiem na pewno, że powinnam sobie narzucić reżim. Czytałam, że uregulowanie wypróżnień może trwać nawet rok, a i tak dochodzi się do kilku w ciągu dnia i jednego w nocy. Czyli moje obecne rezultaty są całkiem obiecujące.

Spisane 27 listopada 2002 r.

Przejdź do części 1: Jak doszło do wyłonienia stomii?

Do góry
Strona ma charakter wyłącznie informacyjny i korzystanie z niej nie może zastąpić porady lekarskiej.
Autorka i webmaster: