Stomia i j-pouch - Historia choroby Anny
Informacje na temat stomii oraz j-pouchaObrazek tytułowy

Historia Anny

hangrudz@vp.pl

Historie

Myślę, że pierwsze objawy colitis ulcerosa pojawiły się w szkole podstawowej. Były to np.: nietolerancja mleka, naprzemienne biegunki z zaparciami, częste bóle i wzdęcia brzucha, niedokrwistość, a także znaczna niedowaga. Te objawy z mniejszym lub większym nasileniem trwały do drugiego roku studiów, kiedy to pierwszy raz pojawiła się krew w stolcu. Blisko dwa lata byłam leczona na hemoroidy.

Wiosną 1980 roku dostałam silną biegunkę, która spowodowała odwodnienie organizmu i trafiłam do Woj. Szpitala Zakaźnego w Bydgoszczy. Tam troskliwie zajęła się mną dr Sobota. Miałam pierwszą rektoskopię, po której zdiagnozowano colitis ulcerosa. Zaczęłam leczenie sulfasalazyną, wlewkami z intalu i balsmem Szostakowskiego. W listopadzie tego roku zachorowałam na pokarmową żółtaczkę zakaźną. To nasiliło objawy colitis ulcerosa. Leżałam w szpitalu zakaźnym w Łasinie. A od września rozpoczęłam pierwszą pracę.

Byłam rok na L-4 z zaleceniem przejścia na rentę. W czasie zwolnienia w 1981 roku dwa razy leżałam w szpitalu zakaźnym w Bydgoszczy, ponieważ tylko tam był oddział i poradnia chorób jelitowych.

Od 1981 roku do 1986 mój stan zdrowia był w miarę ustabilizowany. W stolcu była żywa krew i śluz, brzuch bolał raz mocniej, raz słabiej. Jeździłam systematycznie do Bydgoszczy na kontrolę. Stale brałam sulfasalazynę, multiwitaminę, piłam balsam Szostakowskiego i miałam czopki robione na zamówienie (składniki to m.in. encorton, sulfasalazyna i wit.A+D3).

W tym czasie zachorowałam na zapalenie przydatków, którego nikt nie rozpoznał, bo skoro choruję na jelita, to na pewno bolą mnie jelita. Cierpiałam z bólu pół roku, w końcu dostałam krwotoku i wylądowałam na ginekologii w mieście powiatowym w woj. kujawsko-pomorskim.

Tam zaczęło się upokarzanie, podważanie diagnozy z Bydgoszczy, złośliwie dieta mleczna (bo mleko na ginekologii zdrowe jest), tam dowiedziałam się że na pewno lubię grzebanie w d...

Przy wypisie lekarz gromko oznajmił przy wszystkich pacjentkach, że mamusią nie zostanę, bo są duże zrosty i trzeba było przyjść na początku objawów chorobowych. Był to ten sam lekarz, który wcześniej mówił, że to jelita bolą .

Wiosną 1987 roku mimo leków objawy choroby zaczęły się nasilać. Wytrwałam do wakacji. Pracuję w szkole.

Doktor Sobota skierowała mnie na pierwszą w życiu kolonoskopię do Szpitala im. Biziela (wtedy Trzydziestolecia PRL) w Bydgoszczy. Nikt mi nie powiedział, na czym polega to badanie. Dostałam tylko bisacodyl na przeczyszczenie i polecenie jedzenia kisielu przez pięć dni no i lewatywy.

W podanym terminie sama autobusem pojechałam do Bydgoszczy. Tam na żywca zrobiono mi kolonoskopię. Pod wpływem pompowanego powietrza pękało owrzodzenie. Zemdlałam z bólu. Nikogo to specjalnie nie obeszło. Lekarz, który robił badanie powiedział, że odbytnica i esica są w fatalnym stanie. Zaleca kolonoskopię co pół roku.

Jak stamtąd wyszłam, jak wróciłam do domu, nie pamiętam. Wiem, że w nocy było pogotowie i lekarz, gdy dowiedział się na co choruję, skwitował: czego to sobie ludzie nie wymyślą, dał zastrzyk przeciwbólowy i kazał iść do lekarza (w takim razie kim był on). Rano dostałam krwotoku z odbytnicy. Traciłam przytomność. Rodzina zaczęła szukać pomocy. Przyjął mnie Szpital Wojskowy, chociaż byłam cywilem.

W tym szpitalu potraktowano mnie jak chorego człowieka. Zrobiono wszystkie możliwe badania i wdrożono leczenie. Duże dawki encortonu od 100 mg dziennie malejące powoli, sulfasalazynę (10 tabletek na dobę), środki rozkurczowe i uspakajające, wlewki z: intalu, balsmu Szostakowskiego, sulfasalazyny, encortonu. Leżałam trzy tygodnie i po badaniach kontrolnych wyszłam do domu. Leki nadal brałam.

Nastąpiła remisja choroby, a lekarz mówił, że jeśli przed czterdziestką choroba ustąpi, to już nie powinna powrócić. Zaczęłam planować życie.

24.04.2005, to dopiero pierwsza część, następna wkrótce.

W 1987 roku zostałam uznana za wyleczoną. Minęło dobrze ponad dwa lata. Pod koniec 1989 roku zaczęłam się źle czuć. Traciłam wagę, wymiotowałam, nie mogłam spać. Chodziłam od lekarza do lekarza. Uznano, że jestem symulantką. Poszłam prywatnie do gastrologa, tego który mnie wyleczył z cu. Pokazałam wszystkie wypisy ze szpitali, diagnozy. Doktor powiedział, że to nie nawrót mojej choroby tylko inna. Zaczęłam leczyć żołądek-przepuklina rozworu przełykowego, niedomoga odźwiernika dwunastnicy. Miałam kilkakrotnie robioną gastroskopię (prywatnie).Czułam się coraz gorzej. Wpadłam w depresję. Stać mnie było jedynie na chodzenie do pracy. Po powrocie kładłam się i leżałam. Zaniedbałam dom i siebie.

Po blisko roku wizyt gastrolog orzekł, że to chyba nie żołądek, a robaki. Zrezygnowałam z leczenia u tego doktora. Było coraz gorzej. Zaczęły się biegunki i wymioty, skurcze mięśni, tiki nerwowe. Nie wiedziałam co się dzieje i co robić. Trafiłam w przychodni do młodego lekarza. Zasugerował mi, że to może być nawrót colitis ulcerosa. Oczywiście przez cały ten czas nie brałam leków na cu.

W czerwcu 1991 roku w stolcu pojawiła się krew i śluz. Teraz byłam już pewna co mi jest. Trafiłam na oddział chirurgiczny miejscowego szpitala w celu wykonania kolonoskopii. Leżałam tam 5 dni na kisielu i lewatywach. Przed badaniem uprosiłam środek przeciwbólowy. Dostałam dolargan.

Wynik badania: colonoskop wprowadzono do zagięcia wątrobowego. Na całym odcinku badanego jelita śluzówka zmieniona zapalnie z krwawieniem kontaktowym, z owrzodzeniami pokrytymi włókniakami i pseudopolipami. Rozpoznanie: cu. Chorą przeniesiono na oddział wewnętrzny celem kontynuacji leczenia.

Na oddziale wewnętrznym leżałam cztery tygodnie. Lekarzy widywałam rzadko. Pierwsza wizyta wyglądała tak: wchodzi pani ordynator z zastępcą i młody lekarz oraz pielęgniarka oddziałowa. Zastępca przedstawia mnie pani ordynator: to jest nasze kukułcze jajo podrzucone z chirurgii. A z czym przyszło pyta pani ordynator. Colitis ulcerosa? Na to chorują nauczycielki i żydówki. A pani kim jest? Dowcip musiał być przedni, bo wesołość lekarzy trwała długo.

Leczenie: sulfasalazyna i wlewki z hydrokortizonem oraz dieta mleczna. Przez cztery tygodnie nie miałam żadnego badania kontrolnego. Wizyty lekarskie bardzo rzadkie ograniczały się do badania pulsu i komentarza: tętno bije, pacjent żyje.

Wiem, że to wygląda nieprawdopodobnie, ale... ja muszę to z siebie wyrzucić. Takiego upokorzenia nie zapomina się do końca życia.

Bez badań kontrolnych, z krwawymi stolcami, bólami brzucha zostałam wypisana do domu w stanie dobrym. Było to 8 września 1991 roku. 14 wrześni dostałam krwotok z jelita. Powiedziałam że za nic w świecie nie wrócę do tego szpitala. Mam wypis. Jestem zdrowa.

14 września zostałam przyjęta do Szpitala Wojskowego na oddział wewnętrzny w stanie zagrożenia życia. Najpierw dostałam krew. W dwa dni miałam zrobione badania i wdrożono leczenie: Sulfasalazyna, Encorton, Sylicynar i wlewki z balsamu, intalu i hydrokortizonu. Trafiłam na wspaniałego lekarza, który do dziś pomaga mi w trudnych sytuacjach.

03.05.2005, następna część wkrótce.

Do góry
Strona ma charakter wyłącznie informacyjny i korzystanie z niej nie może zastąpić porady lekarskiej.
Autorka i webmaster: