Stomia i j-pouch - Historia choroby Kuby
Informacje na temat stomii oraz j-pouchaObrazek tytułowy

Historia Kuby

Historie

Długo się nad tym zastanawiałem, czy napisać historię swojej przygody z jelitem... a gdy już zdecydowałem, zastanawiałem się, jak zacząć i co napisać. Szczerze mówiąc głównym argumentem przeciw był mój brak chęci! Po pewnym czasie doszło jednak do mnie, że może to pomóc innym oraz mojemu wspaniałemu chirurgowi, którego wielokrotnie będę tu chwalił!!! I to nie bez przyczyny!

Wszystko zaczęło się pod koniec ogólniaka, w klasie maturalnej, gdy z powodu krwawień z odbytu wylądowałem w miejskim szpitalu na kontrolnych badaniach. Przez długi czas bagatelizowałem moje problemy, gdyż zakładałem, że to niegroźne hemoroidy. Po kolonoskopii (na żywca) okazało się, że to bardziej skomplikowana przypadłość. Mowa tu o polipach jelita grubego. Pech chciał, iż było ich strasznie dużo. Nie zbadali mi jednak wtedy całego jelita z powodu zalegania kału, więc cały czas żyłem nadzieją, że niezbadana przez nich część jelita będzie w porządku i nie zastanawiałem się co mi grozi.

Chirurg ze szpitala miejskiego skierował mnie do szpitala klinicznego na konsultacje. Tam poleżałem kolejny tydzień. O ile dobrze pamiętam, był to marzec 2001.

Niestety zrobili mi tam kolejną kolonoskopię... znów na żywca! Straszne badanie! Dziwie się, że mnie do niego nie uśpili!!! No ale nigdy więcej... jedyny pozytyw :) Teraz mogę się już tylko z tego śmiać!

Kolonoskopia wykazała obecność polipów w całym jelicie grubym. Niezbyt przyjemna informacja! Po konsultacji z kierownikiem kliniki, który nie owijając w bawełnę oznajmił mi, że muszę poddać się zabiegowi resekcji jelita grubego i wyłonieniu ileostomii, powiedziałem DOŚĆ! Wspominał coś o zespoleniu, ale nie polecał tej ewentualności, więc nawet jej nie rozważałem, choć była ona moim marzeniem!

Dość poważnie się podłamałem i przez jakiś czas miałem wszystkiego serdecznie dość! Zastanawiałem się, dlaczego akurat ja dostaję takiego kopniaka od życia! Dlaczego właśnie ja wystawiony jestem na taką próbę i to w tak młodym wieku, gdy wszystko jest przede mną! Odpowiedzi nie znalazłem! Postanowiłem jednak się nie operować, mimo iż byłem świadom dużego prawdopodobieństwa zrakowienia polipów przed 25 rokiem życia! Właśnie do tego czasu wypada się zoperować w przypadku polipowatości rodzinnej, choć zdarzają się wyjątki, kiedy to nowotwór uaktywnia się o wiele prędzej!

Chciałem jednak żyć, a nie latać do kibla z workiem! Wmawiałem sobie, że lepiej jest żyć pełnią życia robiąc to co wszyscy dookoła, lecz krócej. Dziś mogę powiedzieć, że to nieprawda, że to myślenie jest błędne!

Żyłem wiec sobie ze świadomością posiadania wewnątrz bomby zegarowej, która w każdej chwili może wybuchnąć. Z czasem czułem jednak coraz częściej, że gram sam ze sobą w pokera. Stawka była wysoka... było nią życie!

Pod koniec roku 2003 objawy były już tak zauważalne, że postanowiłem się skonsultować z profesorem. Nagle zacząłem zupełnie inaczej podchodzić do problemu. Obawiałem się, że może być już za późno. Profesor stwierdził jednak, że nie mam się czego obawiać i wyznaczył mi termin pojawienia się w klinice na początek grudnia.

Ze względu na studia przesunąłem go na 9 lutego 2004. Przez pierwsze trzy tygodnie z tych ważnych badań zdołali mi zrobić kolonoskopię, gastroskopie oraz manometrię.

Profesor niezbyt przychylnie patrzył na opcję uszycia zbiornika jelitowego (j-pouch) ze względu na powikłania i konieczność stałej okresowej opieki chirurgicznej. Często wspominał również o zapalaniu się zbiornika, tzw. pouchitis. Powtarzał mi, że worka nie widać i nie ma z nim problemów, gdyż jest sprawdzony... że ludzie z nim normalnie żyją. Ja jednak myślałem tylko o zespoleniu. Nie miałem ochoty mieć niczego na brzuchu!

Sporo się o nim dowiedziałem dzięki adiunktowi pracującemu w tej klinice (dr Jarosław Słota). Bardzo polecał i namawiał mnie na tę ewentualność.

I tak, 1 marca 2004 profesor usunął mi całe jelito grube, odbytnicę, a 4 cm nad zwieraczem, nieco powyżej linii grzebieniastej zespolił zbiornik jelitowy (j-pouch). Cały zabieg trwał 6 godzin.

Na szczęście nie byłem świadom co to za zabieg i co mnie czeka po. Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia, z czym się obudzę i jak się będę czuł. Zakładałem, że dobrze. Tak kolorowo jednak nie było. Miałem dren w pośladku, odbycie, sondę i cewnik. Do tego wymioty, totalny brak sił i ból. Na początku setka dolarganu pomagała dosłownie na 20 minut, a nic silniejszego nie dostawałem. W piąty dzień po operacji wstałem... ale od razu usiadłem - byłem wykończony. O ile dobrze pamiętam, dochodziłem do siebie jakiś miesiąc.

Nawet przytyłem 8 kg. No ale co z tego... zaczęły się pojawiać silne impulsowe bóle! Nie mogłem jeść, a moja dziewczyna (studentka medycyny) robiła mi zastrzyki z ketonalem, które i tak niezbyt pomagały. Wkrótce zaczęły się wymioty, w tym nawet treścią jelitową. Wtedy uświadomiłem sobie, że to może być niedrożność.

Dwukrotnie musiałem dzwonić po karetkę, nie dawałem sobie rady z bólem. W końcu karetka wzięła mnie w nocy do wrocławskiej kliniki, gdzie nakarmili mnie kroplówką, zrobili RTG i zalecili kontakt z chirurgiem mnie prowadzącym.

Kolejny tydzień w klinice! Dostałem tylko kroplówki, nie miałem żadnych badań. Z bólami wypuścili do domu i stwierdzili, że po takich operacjach tak bywa!

Wróciłem do Wrocławia i skontaktowałem się z dr Słotą, który już nie pracował w klinice. Został ordynatorem chirurgii w Siemianowicach Śląskich. Po krótkiej rozmowie telefonicznej powiedział, że nie mam na nic czekać, tylko wsiadać w samochód i do niego przyjechać.

Kilka dni byłem na obserwacji, a przy tym głodówce, po czym w niedzielę nie wytrzymałem. Żadne leki przeciwbólowe nie działały (w tym te narkotyczne), worek stomijny się nie napełniał, a do tego byłem niesamowicie wzdęty. Ściągnęli Słotę, mógł zaproponować tylko ponowne duże otwarcie brzucha... tylko o tym marzyłem! Chciałem po prostu pozbyć się bólu!!! Szybkie EKG, badanie krwi na cito i na blok. Do dziś pamiętam, jak gimnastykowałem się na stole operacyjnym z bólu. Nie mogłem wytrzymać, ale cały czas się uśmiechałem. Cieszyłem się, że wreszcie to się skończy. Nigdy też nie zapomnę, jak tuż przed uśnięciem dr Słota powiedział mi, że jestem niesamowicie dzielny! Bardzo mnie to wtedy podbudowało.

Wtedy też zakładałem, że będę czuł się po operacji całkiem dobrze ze względu na mniejszą inwazję. No ale co duże cięcie to duże. Było strasznie. Podobnie jak po pierwszej operacji :(

Ten zabieg polegał na oczyszczeniu jelita (szlamowanie) oraz jego ułożeniu. Trwało to jakieś trzy godziny. Moje jelito było zapchane czymś w rodzaju smoły, z czym nie potrafił sobie poradzić nawet ssak. A wszystko przez zrosty, które spowodowały zaleganie treści jelitowej.

Po tym zabiegu i przebojach, z którymi musiałem się uporać przed, tj. głodówkach, straciłem na wadze 15 kg!!! Dodam, że ważyłem 58 kg, a udo w najgrubszym miejscu obejmowałem sobie dłońmi! Dosłownie skóra i kości. Dostałem zalecenie od dr Słoty, że nie mam jeść jak przystało 3 razy dziennie, ale mam mieć jeden posiłek - mam jeść bez przerwy!

Po 3 miesiącach spędzonych w szpitalach zaczęło się poprawiać i z niecierpliwością czekałem na zamknięcie stomii.

W międzyczasie udało mi się wypracować drugi próg stypendialny na studiach (Politechnika Wrocławska), a 9 września tuż przed nowym rokiem akademickim dr Słota usunął mi ileostomię! Wspaniałe uczucie móc obudzić się bez niej na brzuchu! :(

Zaczęły się jednak kolejne problemy - niezłe latanie do toalety i luźna treść (jak woda)!

Treść jelitowa na poziomie jelita cienkiego jest niestety niesamowicie żrąca, więc jak się zapewne domyślacie nieźle psuje tyłek. Do dziś po każdej wizycie w WC smaruję go sudocremem, by nie dopuścić do tego co było kiedyś. Jeden dzień luźnego stolca może tyłek po prostu zmasakrować! Na szczęście ostatnio rzadko mi się takowy zdarza.

Aktualnie jestem 2 miesiące po operacji i muszę przyznać, że całkiem nieźle sobie już radzę. Z defekacją nie jest tak źle - choć goni mnie także w nocy - nie narzekam! Grunt to się nie poddawać! Był okres w moim życiu, gdy miałem dość! Gdy już nie dawałem rady, ale wychodzę z założenia, że po każdym upadku trzeba jak najprędzej wstać i jeszcze pewniej iść naprzód.

Bardzo dużym oparciem w tym okresie byli dla mnie najbliżsi, a w tym moja dziewczyna Kasia, którą bardzo kocham i podziwiam za zaangażowanie! Od początku była ze mną i nigdy nawet na chwilę mnie nie opuściła. Byli ze mną także jej rodzice, za co jestem im szalenie wdzięczny.

Muszę też bardzo podziękować najwspanialszemu lekarzowi, jakiego kiedykolwiek poznałem, lekarzowi, który jest niesamowitym fachowcem, a do tego cudownym człowiekiem. Niejednokrotnie musiałem sobie uświadamiać, że to nie mój kolega, a facet nieco starszy, do którego muszę zwracać się per pan. Z facetem po prostu mam niesamowity kontakt, bardzo go lubię i to bardzo ważne.

Naprawdę wszystkim go polecam, jeśli tylko myślą o j-pouchu. Każdego w potrzebie mogę z nim skontaktować. W razie pytań proszę do mnie pisać! qba825@googlemail.com.

Spisane 12 listopada 2004 r.

Do góry
Strona ma charakter wyłącznie informacyjny i korzystanie z niej nie może zastąpić porady lekarskiej.
Autorka i webmaster: