Stomia i j-pouch - Historia choroby Kwirynka
Informacje na temat stomii oraz j-pouchaObrazek tytułowy

Historia Kwiryna

Historie

Moja historia

Mimo że właściwie to nie chorowałem, to miałem swój kolec, a były nim moje hemoroidy. W latach 60-tych dowiedziałem się o ks. Klimuszce i napisałem do niego, a on mi przysłał przepis, który pozwolił mi całkowicie wyleczyć hemoroidy. Gdy po latach znów się pokazały na obrzeżu, powtórnie zastosowałem kurację i zlikwidowałem je.

W parę lat później zaczęła się pokazywać w stolcu krew. Zlekceważyłem, sądząc, że to one przeniosły się do wewnątrz, więc kupiłem maść przeciw hemoroidom i zacząłem głębiej smarować. Dorywczo pomagało, aż w zeszłym roku w marcu zaczęły się zaparcia i silne krwawienia. Nie zwlekając udałem się do mojego lekarza rodzinnego, prosząc go o jakiś lek na wewnętrzne hemoroidy.

Ten na to, że najpierw trzeba tam zajrzeć, czy to hemoroidy, a nie przypadkiem coś gorszego, skierował mnie do "Ars Medicalu" do chirurga na kolonoskopię. Tam chirurg, który robił kolonoskopię na ubezpieczalnię, miał dużą kolejkę, rejestratorki namówiły mnie do innego chirurga, ba, ale ten robił kolonoskopię tylko odpłatnie. W ramach ubezpieczenia zrobił mi tylko rektoskopię i stwierdził raka, dał mi skierowanie do szpitala. Tam trochę pomarudzili, dlaczego w Ars medicalu najpierw nie zrobili kompleksowych badań.

Przyjęli mnie na oddział i zaczęły się kompleksowe badania, oczywiście kolonoskopia na "żywca", dwoje lekarzy asystowało i pani anestezjolog. Pocieszali, że to zaraz będzie koniec widząc, jak się napinam od bólu, najgorsze było to powietrze - myślałem, że pęknę jak balon, wzięto wycinki, a z powodu awarii USG dostałem urlop.

Po naprawie USG wróciłem do szpitala, zrobiono badania i powtórnie wzięto wycinki. Przypadały święta Wielkanocy, znowu urlop, a po świętach do Poznania na lampy. Tam poznałem mojego towarzysza niedoli Bogdana W. z Jastrowia. Po powrocie z Poznania poszedłem w poniedziałek do szpitala, a tam mój towarzysz niedoli jedzie na wózku na operację, bo on zgłosił się już w niedzielę, a więc uprzedzał mnie o jeden dzień. Położono nas w tym samym pokoju. Podziwiałem jak podnosił się z łóżka, starałem się nie być gorszym, a nawet lepszym, lecz nie wiedziałem, że on musi jeszcze zwalczać ból wielkiego palca u stopy, który mu z powodu cukrzycy zamierał.

Dumny, że już ósmego dnia mogłem pójść do domu, czekałem na syna, a w domu powitała mnie córka. Niestety nie żona, bo ją pochowałem cztery lata wcześniej. Teraz zaczęła się nauka obchodzenia z workami. Syn mi urządził do tego łazienkę z dodatkowym lustrem z oświetleniem i tak odtąd samodzielnie wojuję po dzień dzisiejszy z moją stomią i workami i to z różnymi skutkami.

Aby znać wyniki zapisuję dzień, godzinę założenia woreczka i ile godzin wytrzymał na moim brzuchu. Z wyników nie jestem zadowolony, co prawda dane statystyczne poprawiłem, przeciętna wychodzi mi już teraz 24,5 godz. na worek, a był okres, że wychodziło 12. Na domiar złego kupiłem płytki Esteem synergy, no i tu zaczął się szkopuł - moja stomia za płytka na płytkę i to co miało iść do worka pchało się pod worek, wypychało pastę i rozpuszczało ją, no i oczywiście awaria gotowa. Próbowałem różnych płytek, różnych woreczków z różnych firm, ale efekt ten sam mizerny. We wrześniu, byłem na progu bankructwa, ale poratował mnie mój towarzysz niedoli, bo jemu jeden worek wystarcza na 10 dni, bo on ze względu na palce u nóg mało chodzi, a ja mam sporego psa, naszarpie mnie on, ile wejdzie.

Sporo czasu spędzam przed komputerem, a mam zwyczaj opierać się łokciem o lewe kolano, co powoduje fałdowanie się brzucha a wraz nim i woreczka, a przy tym przybrałem jeszcze na wadze i to około 16 kg, bo rzuciłem palenie i mam teraz wilczy apetyt. Uszyłem flanelowe woreczki na stomijne worki, aby klamry zamykające worki typu ileo- nie tarły mnie w nogę, zdaje to znakomicie egzamin, przypięte na pasku gumowym pomagają skórze dźwigać ciężar, a czasami jest co dźwigać. Kilkakrotnie miałem awarię w drodze do domu i to na kilkanaście minut drogi i znowu pomógł mi flanelowy worek donieść bagaż , który chciał uciec. Aby opanować sytuację, zmniejszyć ryzyko nieoczekiwanych koncertów dętych mojej stomii, bądź też w nieoczekiwanej chwili, próby wyjścia treści jelitowych na niekontrolowany spacer z równoczesną prezentacją dodatkowych aromatów, zdecydowałem się na irygację.

Wiele na ten temat poczytałem i wydaje mi się, że robię dobry wybór, ale pokaże to czas.

15 lutego 2005 r.

Do góry
Strona ma charakter wyłącznie informacyjny i korzystanie z niej nie może zastąpić porady lekarskiej.
Autorka i webmaster: