 |
Witam po bardzo długiej przerwie. Nazywam się Marek, mieszkam w Radzionkowie. Od maja 2005 walczę z rakiem i z problemami związanymi ze stomią. Cały czas jestem aktywny, choć czasami brakuje mi sił. Jak pisałem wcześniej, mam wyłonioną stomię - kolonostomię. Daję sobie radę, choć każdy wie, że problemów nie brakuje. Choć staram się normalnie żyć, cały czas pracuję, to bywa i tak, że czasami mam wszystkiego dość.
W 2005 przeszedłem radio- i chemioterapię - cały czas pracowałem, to i tak mimo dobrych wyników w 2006, w grudniu, okazało się, że chyba jest nawrót i to dość poważny. Mimo robionej 2 razy tomografii, nie wykryto komórek rakowych. Później była biopsja i znowu nic nie wykryto. W 2007 w kwietniu miałem robioną kolonoskopię, okazało się, że jest guz na reszcie jelita, a dodatkowo guz (miała to być rana po radioterapii) pod stomią w okolicy pęcherza.
W kwietniu 2007 lekarz zadecydował o operacji wtórnej, lecz mimo starań, guzów nie udało się usunąć. Onkolog, który mnie prowadził, zrezygnował z dalszego leczenia, mimo wizyt prywatnych. Dzięki znajomej pielęgniarce dostałem się na oddział onkologiczny w szpitalu w Bytomiu. Podpisałem zgodę na podanie nowej chemii w programie badawczym. Znowu przeszedłem 12 cykli. Po 4 cyklach guzy zaczęły się zmniejszać i było już dobrze, ale po następnych 8 cyklach guzy się uodporniły i zaczęły rosnąć. Dodatkowo w czasie tomografii okazało się, że pojawiły się małe guzki w płucach. Mimo, że jest tego bardzo dużo, nadal pracuję i walczę z chorobą, ile mogę. Wczoraj odebrałem wyniki z TK i okazało się, że guzy znowu urosły. Czeka mnie chemia 2 rzutu.
Proszę o pisanie do mnie osób, które tak samo walczą z tą chorobą i nie rezygnują. Proszę piszcie, może razem będzie nam lżej. kot1367[małpa]interia.pl
19.04.2008 r.

|
 |
|
 |