 |
Moja historia
Początek choroby to 18.10.2004 r. W tym dniu zgłosiłem się do szpitala Wojewódzkiego z powodu nasilenia utrzymujących się od miesiąca dolegliwości bólowych brzucha. Bóle lokalizowały się głównie w podbrzuszu.
Występowały również bóle kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Doszło do wymiotów treści pokarmowej. W wykonanym USG jamy brzusznej nie stwierdzono nieprawidłowości. Skierowano mnie do lekarza rejonowego.
Przepisano mi lekarstwa: ranigast, debridat i espumisan. Od lekarza rejonowego otrzymałem skierowanie na gastroskopię. Wynik badania przeprowadzony w dniu 22.10.2004 r. był prawidłowy za wyjątkiem testu H-p, który był dodatni. Mimo, że dalej skarżyłem się na bóle brzucha mówiono mi, że to na tle nerwowym.
Ponieważ odczuwałem bóle w kręgosłupie, otrzymałem skierowanie na RTG. Rentgenolog stwierdził: silne wpukanie się powierzchni dolnych kręgów L-3-4-5 (zmiany przeciążeniowe) oraz nieznaczne zmiany zwyrodnieniowe kręgów lędźwiowych. W oparciu o ten dokument otrzymałem odpowiednie lekarstwa na kręgosłup. Ponieważ mimo lekarstw odczuwałem mocne bóle kręgosłupa, zwróciłem się do lekarza o wykonanie rezonansu kręgosłupa. Otrzymałem skierowanie na własny koszt. Wynik brzmiał: spondyloza lędźwiowa o niewielkim stopniu zaawansowania, uszkodzenie pierścieni włóknistych tarcz międzykręgowych L-4, L-5 i L5 - S-1. Celem uśmierzenia bólu otrzymałem lekarstwa: Arthryl + Relanium. Po analizie rezonansu skierowano mnie do szpitala. Byłem już przygotowany do operacji i w ostatniej chwili zmieniono decyzję. Odbyło się to w lutym. Wypisano mnie z szpitala po kilku dniach. Zalecono rehabilitację rezygnując z operacji.
Rozpocząłem rehabilitację kręgosłupa w kilku ośrodkach prywatnych z umiarkowanym skutkiem. Masaże oraz ćwiczenia doprowadziły do mniejszych bólów, ale one jednak pozostały. W tym samym czasie nadal występowały bóle brzucha. Chodziłem do różnych lekarzy większość przepisywała tylko tabletki lub kropelki na uśmierzenie bólu. Nikt nie przeprowadził prawdziwych badań, tak aby postawić właściwą diagnozę, Na własną prośbę przeprowadziłem w miesiącu marcu br. rektoskopię, która nie wykazała żadnych zmian. Z uwagi na trudności w oddawaniu stolca zażywałem Colon C i inne lekarstwa. To nieco pomagało. Stwierdziłem jednak, że nadal mam trudności w oddawaniu stolca oraz chudnę. Ponownie skontaktowałem się z lekarzem gastrologiem i w miesiącu czerwcu przeprowadzono kolonoskopię. Kolonoskopia aparatem optycznym sięgnęła na głębokość 55 cm. Dalej błona nie przepuściła końcówki aparatu. Pobrano również wycinki jelita. W tym samym dniu skierowano mnie na rtg jelita grubego. Rentgen wykazał guz zstępnicy.
Lekarz zalecił natychmiastowe udanie się do Szpitala Onkologicznego. W dniach od 04.07 do 15.07.2005 r. przebywałem w Szpitalu na Oddziale Chirurgii Onkologicznej. Operacja odbyła się w 4 dniu pobytu w szpitalu. Okres pobytu w szpitalu był okresem bardzo trudnym. Czułem się zagubiony. Zmieniano mi 3 razy salę. Na dzień przed operacją o godz. 12.00 przekazano mi informację, że jest potrzebna krew, jeżeli nie będzie, operacja się nie odbędzie. Był to dla mnie szok, nie dlatego, że trzeba oddać krew, ale dlatego, że oznajmiono to na parę godzin przed zamknięciem stacji krwiodawstwa. Po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawiły się u mnie łzy. Po chwili zmobilizowałem się i zacząłem dzwonić do rodziny i znajomych z pracy. Rodzina się tak postarała, że zdobyła 3 osoby chętne do oddania krwi w ciągu 2 godzin. Krew oddano, a ja miałem przeprowadzoną operację.
Kiedy obudziłem się po operacji stwierdziłem, że mam worek na brzuchu. Założono stomię. Gdyby wcześniej inni pacjenci z sali mnie nie informowali, że taka sytuacja może powstać, byłby to dla mnie drugi szok. Przyjąłem to jednak ze spokojem ciesząc się, że żyję, a świat jest tak piękny. Wiedziałem też, że mam tak cudowną rodzinę, że zrobi ona wszystko, abym nie odczuł problemów szpitalnych. Tak też się stało. To żona i synowie robili wszystko, abym był umyty i ogolony, bowiem w pierwszych dniach po operacji byłem bardzo osłabiony. Z zazdrością patrzyły pielęgniarki i koledzy z sali na taką pomoc.
To dało mi siły, aby żyć. Po paru dniach zacząłem chodzić, najpierw przy pomocy kolegów z sali i rodziny, później samodzielnie. W wyniku operacji wycięto część jelita grubego. Rozpoznanie brzmi: Ca sigmae inop. Meta ad hepar.
Zostałem wypisany ze szpitala 15.07.2005 r. Po tygodniu zgłosiłem się do Poradni Stomijnej. Ze stomią radziliśmy sobie świetnie. Wcześniej w szpitalu wraz z żoną poznaliśmy zasady obsługi stomii. W Poradni skierowano mnie na oddział chemioterapii, gdzie wyznaczono terminy cyklu chemioterapii (przez pięć dni co miesiąc). I zaczęło się. Niezależnie od operacji jelita nadal odczuwałem bóle kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Jedni lekarze uważają, że ma to związek z operacją inni, że nie. Bóle jednak są duże, zabroniono też mi ćwiczyć. Do chwili obecnej bóle występują.
Przy silnych bólach zażywam TRAMAL w kropelkach, wcześniej Ketonal. Rozpocząłem też pierwsze ćwiczenia. Chemioterapię rozpocząłem 8 sierpnia br. Obecnie jestem po piątej chemii. Sądzę, że ostatnia odbędzie się w styczniu 2006 r. Jak przechodziłem chemioterapię? Różnie. Po każdej chemii traciłem smak, pojawiały się zajady, pleśniaki w jamie ustnej, zawroty głowy, skoki ciśnienia. Występowało to szczególnie w pierwszym i drugim tygodniu po chemii. W trzecim tygodniu powstawały problemy z oddawaniem moczu, pojawiały się też resztki kału i śluzu w odbytnicy (zaskoczenie). Woreczki stomijne, które stosuję wystarczają mi na wyznaczony okres. Wymieniam co 2- 3 dni. Nie mam, żadnych zakłóceń w przemianie materii. Problemy z kręgosłupem nadal istnieją. Dziwne tylko, że w okresie pierwszych 2 tygodni po chemii, bóle te są słabe, natężają się w 3 tygodniu na tydzień przed następną chemią.
Już minęły święta, były spokojne, jednak musiałem zrezygnować z Pasterki. Bóle kręgosłupa w odcinku lędźwiowym i lekkie zawroty głowy nie pozwalają mi na dłuższe przebywanie w pozycji stojącej. Najlepiej czuję się, kiedy spaceruję, a więc chodzę. Pozycja siedząca jest również męcząca. Odczuwam wtedy bóle przy ujściu jelita. Mam nadzieję, ze po zakończeniu chemioterapii poczuję się znacznie lepiej i będę mógł w pełni korzystać z życia.
Jeżeli moja skromna historia kogoś zainteresuje będzie mi miło. Przyznaję, że często korzystam z internetu i wyciągam wnioski z opisanych dotychczas historii.
31 grudnia 2005 r.

|
 |
|
 |